Dziewczyna z perłą

Dziewczyna z perłą
Jan Vermeer - Dziewczyna z perłą

sobota, 17 maja 2014

Ostracyzm wobec pewnej zbiorowości

Nie chcę tego nazywać bojkotem. Chyba, że bojkot i ostracyzm należą do tej samej dziedziny funkcji.
Mój udział w wyborach do parlamentu europejskiego jest wykluczony, co, być może, napotka twarde riposty typu: "nie głosujesz, pozwalasz, aby decydowali inni", "udział w wyborach jest obowiązkiem", "nie masz na kogo? w takim razie głosuj przeciwko, aby nie dopuścić tego, do kogo czujesz wstręt".
Nic z tego. 
1) Nie ufam politykom. Tym z pierwszego i drugiego rzędu, którzy występują na oficjalnej scenie politycznej w Polsce. To pierwszy i już wystarczający powód.
2) Drugi, również istotny, ma postać mamony. Utrzymuję, że najistotniejszą motywacją kandydatów na "europosłów" jest do bólu prozaiczny - powiększenie zasobów ich portfeli. Nie chcę im w tym pomagać.
3) Trzeci powód wiąże się z obecnością wśród kandydatów obecnych posłów i senatorów - "urzędujących" parlamentarzystów. Doliczono się ich chyba ze stu czterdziestu. Myślę, że ich obecność w gronie kandydatów to zwykłe oszustwo wobec ich obecnego elektoratu.
4) Nie podoba mi się również to, że dla zdobycia mandatu na listach wyborczych pojawiają się "króliki wyborcze" w postaci osób, w których kompetencje należałoby wątpić, a obecność na listach powodowana jest ich popularnością (casus pływaczki Jedrzejczak, piłkarza Żurawskiego czy boksera Adamka).
5) Nie chcę głosować na ludzi, którzy zamiast pracować w parlamencie europejskim częściej goszczą w kraju, prowdząc partyjną politykę.
6) Nie będę głosować, bo przy lada sposobności "mój" poseł gotów zmienić swoje polityczne przekonania i połączyć się z partią, na kandydatów której nie głosowałem.
7) Wreszcie nie chcę głosować, gdyż europejski parlament w obecnych strukturach prawnych odległy jest od moich zapatrywań. Nie wyrażam zgody na potężną biurokrację, na dziwny system sojuszy partyjnych a nie narodowych. Nie chcę, aby interes Polski zależał od koligacji opartych na doktrynach politycznych, nie zaś od wspólnego, ponadpartyjnego porozumienia posłów reprezentujacych nasz kraj.
Pora jeszcze wyjaśnic jedną kwestię.
Moje przekonania są lewicowe, więc teoretycznie winienem wspierać lewą strone sceny politycznej. Sęk w tym, że nie widzę na niej lewicy takiej, na jaką chciałbym głosować. 
SLD winna jest mi wytłumaczenie, dlaczego nawróciła się na liberalizm, dlaczego tak ochrypłym głosem mówi o biedzie, dlaczego bierze udział w procesie wasalizacji Polski na rzecz USA, dlaczego zgadzała się na więzienia CIA w Polsce, poparła naloty NATO na Jugosławię, krucjatę w Iraku i Afganistanie, a ostatnio, dlaczego wtóruje propagandzie na temat przyczyn i przebiegu konfliktu na Ukrainie. Czym innym jak nie zgodą na liberalizm wytłumaczyć fakt, że SLD jest w samej szpicy partii, z których odchodzą precz niedawni ideowi lewicowcy.
Kolejną siłą, która przez niektórych kojarzona jest z lewicą jest partia pana Palikota z przybudówkami. Wiadomo, że wątpienie w lewicowość Palikota grzechem nie jest, lecz jeśli do tego doda się byłego prezydenta, pana Kwaśniewskiego, który lewicowe dziewictwo utracił z chwilą objęcia po raz pierwszy urzędu prezydenta Polski, to cała lewicowość tego ugrupowania można zdmuchnąć jak świeczkę na urodzinowym torcie. Tak zwana lewicowość opierająca się jedynie na hasłach antyklerykalnych oraz umiłowaniu odmienności płciowych jakoś mi nie wystarcza.
Gdzieś tam na marginesie politycznego pejzażu spotykam wprawdzie komitety, których hasła zdają się być postrzegane jako lewicowe, lecz z racji nikłego ich znaczenia mało prawdopodobne jest, aby w obecnej ordynacji wyborczej miały one cokolwiek do powiedzenia. 
Słowem i tym razem wywieszam białą flagę. Obawiam się, że nie po raz ostatni, gdyż nie przewiduję w najbliższych latach zmian. Raz Tatar Kozaka, innym razem Kozak Tatarzyna za łeb będzie trzymał.
Wielu moim rodakom, jak sądzę, podoba się takie obrzucanie się błotem w kaczym grajdole. Mnie nie bardzo, dlatego pasuję.                   

poniedziałek, 12 maja 2014

Dyskusja ciekawa...

Nawiązanie do tego wpisu, autorstwa Michała Iljina:
"Oto prawdziwe oblicze "feministek" z Femenu, tępe zdziry robiące sobie zdjęcia na tle zbrodni palenia żywcem ludzi w Odessie i bratające się z bojówkami faszystowskiego "Prawego Sektora", za okupacji takie golono na łyso. Niech jeszcze znajdą się na "lewicy" durnie broniący tych "postępowych" nie powiem kogo, bo cisną się same niecenzuralne słowa na usta.
Dyskusja ciekawa, w której biorę stronę Michała i Mateusza. 
Wszelkie "pomarańczowe" happeningi mają sens wtedy, kiedy mają sens, kiedy nie niszczą czegoś innego przy okazji. Pozbawione głębszego sensu stają się sztuką dla sztuki i przypominają raczej ludyczną, prymitywną zabawę dla zwrócenia na siebie uwagi.
Kiedy Pussy Riot odgrywały przedstawienie w moskiewskiej cerkwi, ich protest przeciwko Putinowi został uśmiercony w zarodku poprzez znieważenie miejsca miejsca kultu. Pozostała z tego nieśmieszna zabawa.
Kiedy ukraiński Femen fotografuje się na tle płonącego domu związków, kiedy wewnątrz umierają w męczarniach ludzie, to trudno doszukać się głębszego sensu w tej postawie, trudno dopatrywać się jakiegoś logicznego uzasadnienia, protestu...  w jakiej sprawie? Pozostaje, delikatnie mówiąc, niesmak, czarna zabawa rodem z horroru.
Każdy człowiek powinien samodzielnie odnaleźć granicę własnej wolności wypowiedzi, powinien wiedzieć, że są granice nieprzekraczalne, wytyczone nie przez religie czy ideologie, lecz przez samego siebie. Schodząc z obłoków metafizycznego myślenia, po prostu pewnych rzeczy się nie robi, bez względu na to, jakie ma się poglądy i jak bardzo jesteśmy uwikłani w walkę z innym człowiekiem i jego ideologią.
Działania kobiet z Pussy Riot i Femenu obnażają dramatyczną pustkę w ich mózgach i jeżeli by ktoś spróbował połączyć omawiane zachowania z ideologią feminizmu, to współczuję feministkom. Mimo wszystko mam nadzieję, że użycie cudzysłowu obejmującego nazwę feministki, co uczynił Michał w przytoczonej wypowiedzi ma sens, bo jednak myślę, że feminizm to jednak coś innego niż Femen i Pussy Riot. Te ostatnie jawią się jako głupie, idiotyczne i pozbawione jakiejkolwiek treści przesłania świadczące o intelektualnej pustce autorek.  

niedziela, 11 maja 2014

"Ukraińska prawda"

źródło: ONET "Media pisały, powołując się na świadków, że zginął mężczyzna, który próbował zatrzymać pojazdy wojskowych. Miał on zostać postrzelony w głowę, gdy żołnierze otworzyli ogień w powietrze nad protestującym przeciwko ich obecności tłumem – podawała gazeta internetowa "Ukrainska Prawda"
/interpretacja/
BYŁ PROTESTUJĄCY TŁUM. BYŁ MĘŻCYZNA, KTÓRY PRÓBOWAŁ ZATRZYMAĆ POJAZDY WOJSKOWE. ŻOŁNIERZE OTWORZYLI OGIEŃ W POWIETRZE, PONAD TŁUMEM. JEDNA Z KUL ODBIŁA SIĘ RYKOSZETEM OD POWIETRZA I POSTRZELIŁA MĘŻCZYZNĘ.
Ja wiem, że o robotę dziś trudno i jeśli jeden redaktor nie napisze pierdoł po myśli pracodawcy, to znajdzie się inny. Ale kłamać trzeba umieć, zachowując choćby minimalną dozę prawdopodobieństwa. Zresztą cały onetowski tekst urąga prawdzie i dziwię się, czy jego autor przez ten swój pinokiowy nos zdołał wleźć do swojej chałupy, aby się napić, zagryźć ogórkiem i zapomnieć, a potem położyć do wyra i w majakach śnić o tym, że dostaje Pulitzera. Swoją drogą przyszłym autorom nowego słownika frazeologicznego doradzam wprowadzenie nowego hasła, a mianowicie "ukraińska prawda" i dać odsyłacz do Tischnerowskiej "trzeciej prawdy" - dosłownej nazwy nie wymienię, nie chcąc nieopatrznie popsuć tej miłej atmosfery jaka panuje w redakcji Onetu.

sobota, 10 maja 2014

Potrzebny psychiatra

Czasami mam wrażenie, że cała ta spreparowana przez CIA, podsycana przez UE (w tej kwestii Polska rzeczywiście jest awangardą) ukraińska checa, trafiła w Kijowie na bardzo podatny grunt. Z jednej strony faszystowsko-nacjonalistyczne partie i ich szefowie, którym niezwykłe łatwo podsunąć wroga; z drugiej obecny p.o. prezydenta Turczynow i Jaceniuk, którzy... (dalibóg nie lubię podążać tym szlakiem wypowiedzi) sprawiają wrażenie obłąkanych, sadystycznych psychopatów, niezdolnych odróżnić dobro od zła.
Tacy ludzie równie chętnie poddają się manipulacji, żyjąc w swoim urojonym amoralnym świecie, w którym jedynie władza jest wartością.
Nie będę już wracał do roli tych postaci w agresji na wschodnie regiony Ukrainy, nie będę przypominał komentarzy po spaleniu bezbronnych mieszkańców Odessy. Zwrócę uwagę na jeden tylko fakt. Otóż ukraiński premier Jaceniuk postawił ultimatum Gazpromowi, że czeka 24 dni na obniżenie cen za dostarczany z Rosji gaz (trzeba zaznaczyć, że w chwili, gdy pan premier domaga się obniżki tych cen, zadłużenie wobec Gazpromu wynosi jakieś 3,5 miliarda dolarów).
Nie jestem ekonomistą i z pewnością nie jestem też specjalistą od ekonomicznej historii świata, lecz jakoś trudno mi uwierzyć w to, że istnieje obecnie na świecie osoba (poza Jaceniukiem) sprawująca rolę premiera, która w obliczu zadłużenia, jakie ma rządzące przez nią państwo, ośmieliłaby się dyktować warunki podpisania lub przedłużenia jakiejkolwiek umowy państwu, wobec którego jest zadłużona.
Myślę, że zanim dojdzie do negocjacji ceny gazu, pan Jaceniuk powinien skorzystac z usług psychiatry.